Jestem z wami po ponad miesięcznej przerwie. Spowodowanej kilkoma ważnymi powodami. Konieczność wylogowania się z życia internetowego okazała się … jak dotychczas jedną z lepszych decyzji podjętych za mnie  tym roku. Nikogo nie będę namawiać do bojkotowania internetu, odcięcia się od dopływu informacji i tym podobnych okropnych rzeczy :). Dla mnie ten moment był bardzo potrzebny dla osób regularnie czytających bloga już trochę mniej. Liczę na waszą wyrozumiałość. Przy okazji muszę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami bo jak wiadomo osoba dwa tygodnie nie korzystania z internetu jest już dość osobliwym przypadkiem – żeby nie powiedzieć dziwactwem.

 

Przy okazji tych szalonych czternastu dni kiedy nie wyświetlały mi się powiadomienia z fejsbuka, ikonki z instagrama milczały jak zaklęte, a meile gromadziły się w rubryce nieprzeczytane, laptop odpoczywał za wszystkie czasy, a telefon gromadził esemesy z zapytaniem czy abym nie została pierwszą ofiarą smogu i zanieczyszczeń swoim mieście. Zdarzyło się mnóstwo rzeczy na których dźwięk wcześniej mogłabym tylko się wzdrygnąć. Czas spędzony w poczekalni zamiast nerwowego przekliku telefonu stał się momentem kiedy można sobie porozmawiać, odnaleźć na kanapie obok na oko 14 – letniej  obserwatorki bloga , która doradzi aby ożywić trochę bloga przepisami kulinarnymi, rubryką jak narysować Mangę oraz większą ilością kolorowych zdjęć. Chwila szoku 🙂 – pierwszy raz od dłuższego czasu uświadamiam sobie, że w internecie nic nie ginie nawet jak jesteś niszowym blogerem a twoje treści trafiają do ograniczonej zasięgami fejsbuka i google grupy odbiorców.

Jest okazja aby zagadnąć bo najbardziej niesympatycznego sprzedawcy na świecie, który przez lata ignoruje twoje nieśmieszne żarty a jego żona wygrywa konkurs na najbardziej apatyczną obsługę w sklepie. Aby po chwili usłyszeć bełkot z cichym wtrąceniem  „(…) pani również tego…eeeee no ekhm… miłego „. W przypływie desperacji chwycić kolejną nieprzeczytaną książkę. A nawet wybrać się w pierwszą samotną wycieczkę planowaną przecież od tak dawna.

Życie bez Netfliksa, WordPressa, internetowym rankingów, statystyk, jest ciężkie ale uwierzcie da się przeżyć :). Może nie jest tak monotonne i przewidywalne ale posiada naprawdę dyskretny urok codzienności. Czasem zostajemy do tego zmuszeni tak jak ja kiedy indziej jest to nasza własna decyzja. Jeśli nie musimy w tym czasie pracować, nadrabiać zaległości i budować kolejnych projektów to dajmy sobie chwilę czasu. Gwarantuję, ze zdarzy się coś wyjątkowego w najgorszym przypadku odpoczniecie i nabierzecie sił w nadrabianiu internetowych zaległości :). Czy to jest otwarte namawianie do bojkotu internetu ? Oczywiście, że nie bo jak wiadomo kiedy skończy się już czas odpoczynku to przyjdzie czas na pracę. I to jest naturalna kolej rzeczy. Tak też się stało w moim przypadku.

 

W tym miesiącu kalendarz ukazuje się z bardzo małym opóźnieniem które po prostu musicie mi wybaczyć. Nową lutowa wersję z botanicznym motywem który kontynuuję od stycznia jest dostępny poniżej. W miesiącu rysunki na kalendarzu to szkice paproci. Przypadły wam do gustu ?

Pliki w dwóch wersjach można pobrać tutaj :

KALENDARZ A4 KOLOROWY

KALENDARZ LUTY CZARNO – BIAŁY

 

Dajcie znać jak się wam podoba oznaczając #makewhiteblog ze zdjęciem kalendarza  lub na moim fejsbuku. Luty to najkrótszy miesiąc w roku w tym roku to pełne 28 dni – 672 godziny i 40 320 minut :). Mam nadzieję, że planuje spędzić go tak jak ja czyli dokładnie na miarę swoich własnych potrzeb. W rytmie, który sami sobie wyznaczyliśmy. Lutowe pozdrowienia. Ciao !

 

2 thoughts on “KALENDARZ #LUTY

  1. Śledzę wpisy od dłuższego czasu i muszę napisać że są jak dla mnie coraz lepsze. Szczerze się uśmiechnęłam po przeczytaniu o dziwactwach podczas dwóch tygodni bez netu. Ja nie daję sobie dłuższej przerwy niż tydzień. Także szanuję :):):)

    1. Dzięki 🙂 Za miłe słowo. Jeśli jeszcze kiedyś uda mi się tak dłgo wytrzyamć napiszę kilka słów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *